Tłusty Czwartek to jedna z tych tradycji, która na styku kultury, jedzenia i emocji wyjątkowo mocno obnaża naszą relację z jedzeniem. Dla jednych to miła tradycja i pretekst do pozwolenia sobie na przyjemność, dla innych to dzień pełen napięcia, wyrzutów sumienia, kompensowania „na zapas” albo obietnic, że „od jutra twarda dieta”. Ani Tłusty Czwartek ani pączek nie jest problemem samym w sobie. Problemem jest to, co dzieje się w naszej głowie przed nim, w trakcie i po nim.

W tradycji Tłusty Czwartek symbolizował pożegnanie z okresem braku wyrzeczeń i przygotowanie do postu. Jedzenie było wtedy sycące, kaloryczne, tłuste, bo miało dawać energię na kolejne tygodnie pracy i ograniczeń. Współcześnie żyjemy w zupełnie innym kontekście. Jedzenie jest dostępne zawsze, bez wysiłku, a słodkie i tłuste produkty nie są już luksusem, tylko codziennością. Mimo to Tłusty Czwartek nadal traktujemy jako wyjątkowy dzień, w którym wolno więcej, „trzeba” (a nawet „wypada”) zjeść pączka.
I tu zaczyna się obszar zainteresowania psychodietetyki. Bo nie chodzi o pączka. Chodzi o przymus, napięcie i schematy myślowe, które temu pączkowi towarzyszą.
Wiele osób podchodzi do Tłustego Czwartku z mentalnością bycia na diecie lub nie. Już kilka dni wcześniej pojawiają się myśli: „W czwartek się objem, więc teraz muszę się pilnować”, „Zjem, ale tylko jednego”, „Zjem, ale potem zrobię dłuższy trening”, „Zjem, ale to mój cheat day”. Te myśli zdradzają jedno – jedzenie przestaje być neutralne, a zaczyna pełnić funkcję nagrody, grzechu albo testu silnej woli.
Z psychologicznego punktu widzenia im bardziej coś sobie zakazujemy, tym większą nadajemy temu wartość. Pączek, który w zwykły dzień mógłby być jednym z wielu słodkich produktów, w Tłusty Czwartek urasta do rangi symbolu. Dla osób z historią restrykcji żywieniowych, zaburzeń odżywiania lub przewlekłego odchudzania ten dzień bywa szczególnie trudny. Mechanizm jedzenia emocjonalnego osoby od niego uzależnionej działa tu zero-jedynkowo: „Skoro już zjadłam jednego, to wszystko stracone” – i wtedy pojawia się objadanie, utrata kontroli na tym, co, kiedy i ile jemy, a po niej wstyd i poczucie porażki. Ciężko się wtedy pozbierać – często wpadamy w pułapki myślenia, że „skoro już zarzuciłam dietę to już nie mam nic do stracenia”, co powoduje, że wpadamy w jedzeniowy „ciąg”, który – wzmacniany poczuciem porażki i beznadziei, które wołają o ukojenie kolejnymi porcjami czekolady i chipsów – potrafi trwać dłużej niż sama dieta, która go poprzedzała.
Z fizjologicznego punktu widzenia pojedynczy dzień z większą liczbą kalorii zasadniczo nie ma znaczenia dla masy ciała ani zdrowia metabolicznego. To, co ma znaczenie, to powtarzalność zachowań i ich tło emocjonalne. Problemem nie jest pączek (czy jakiekolwiek inne jedzenie), tylko cykl: restrykcja – napięcie – objadanie – poczucie winy – kolejna restrykcja. Tłusty Czwartek (i inne tego typu okazje – Boże Narodzenie, urodziny babci – wiecie, o czym mowa) często działa jak zapalnik tego schematu.
Warto przyjrzeć się, dlaczego tak silnie reagujemy emocjonalnie na jedzenie w kontekście świąt i tradycji. Jedzenie od zawsze było nośnikiem relacji, wspólnoty i bezpieczeństwa. Pączek zjedzony „bo wszyscy jedzą”, „bo w pracy przynieśli”, „bo mama kupiła” nie jest tylko pączkiem. To także chęć bycia częścią grupy, uniknięcia komentarzy, nieodstawania, niebycia „tą trudną/dziwną”. Nie chcemy czuć się napiętnowani. Dla wielu kobiet, zwłaszcza matek, dochodzi jeszcze mechanizm zaniedbywania własnych potrzeb. Chcemy „mieć coś ż życia”, coś, co pomoże nam poczuć, że mamy chwilę „dla siebie”. Jedzenie staje się więc szybkim sposobem na chwilę przyjemności w dniu pełnym obowiązków.
Z perspektywy psychodietetycznej kluczowe pytanie nie brzmi „czy zjeść pączka”, ale „w jaki sposób i z jakiego powodu”. Świadome jedzenie oznacza, że decyzja o zjedzeniu (bądź nie) słodkiego produktu wynika z realnej chęci, a nie z presji, zakazu czy niezaspokojonej emocji. Jeśli ktoś lubi pączki i chce go zjeść – jeden, dwa, a nawet więcej – bez poczucia winy, bez karania się potem, bez kompensacji, to nie ma w tym nic niezdrowego. Zdrowa relacja z jedzeniem zakłada elastyczność.
Problem pojawia się wtedy, gdy Tłusty Czwartek staje się jedynym (lub jednym z kilku) dniem w roku, w którym „pozwalamy sobie” na słodycze. To sygnał, że na co dzień jedzenie jest nadmiernie kontrolowane, a przyjemność z niego płynąca wypierana. Organizm i psychika prędzej czy później będą się tego domagać, często w sposób gwałtowny i bardzo trudny do opanowania. Jeśli macie w głowie, że powstrzymujecie się od słodyczy, to (nawet podświadomie) czekacie na ten dzień „nagrody”, kiedy restrykcje nie obowiązują. Jecie wtedy dziesiątego pączka, który już w ogóle Wam nie smakuje, ale wpychacie go w siebie, „bo dziś można”, bo trzeba się najeść na zapas, zaspokoić chęć na słodycze do kolejnego dnia „dyspensy”. Bardzo potem ciężko jest wrócić do reżimu. Bo któż chce żyć w reżimie? Jeśli wmówimy sobie, że czegoś nam nie wolno, to od razu zaczyna nam się tego chcieć. Nie mówię, że od teraz mamy jeść słodycze, kiedy tylko najdzie nas chęć. Chodzi o to, żeby zmienić swoje podejście – i w tym pomoże nam właśnie psychodietetyk.
Warto też zwrócić uwagę na język, jakim mówimy o jedzeniu w tym dniu. Retoryka typu „ale dziś grzeszę”, „chyba przegięłam dziś z tymi pączkami”, „chyba mam słabą wolę, bo nie umiem się powstrzymać”, „muszę to spalić”, „dobra, od jutra detoks” itd. Taki sposób myślenia buduje poczucie winy i wzmacnia przekonanie, że jedzenie dzieli się na dobre i złe, a my sami jesteśmy „dobrzy” albo „źli” w zależności od tego, co zjemy. To bardzo obciążające psychicznie i nie sprzyja trwałej zmianie nawyków. Jedzenie nas nie wartościuje. Powinno nas wzmacniać – fizycznie i psychicznie. Nie osłabiać. Zamiast obwiniania się o zjedzonego pączka Tłusty Czwartek może być dobrym momentem na refleksję. Jak reaguję na jedzenie, które uznaję za „niezdrowe”? Czy potrafię jeść je bez napięcia i późniejszego poczucia winy? Czy pozwalam sobie na drobne przyjemności na co dzień, czy tylko od święta? Czy jedzenie jest dla mnie źródłem energii i satysfakcji, czy raczej polem walki ze sobą?
Dla osób pracujących nad relacją z jedzeniem warto potraktować ten dzień jak trening elastyczności. Zjeść pączka (lub pączki) uważnie, bez pośpiechu, skupiając się na smaku, sytości i sygnałach z ciała. Bez „ostatniego razu”, bez planów karania się następnego dnia. Pamiętaj, że zdrowe odżywianie nie polega na idealnych wyborach przez 365 dni w roku, tylko na stabilnym, spokojnym podejściu do jedzenia w długiej perspektywie.
Tłusty Czwartek nie psuje diety, nie niszczy zdrowia i nie przekreśla pracy nad sobą. To, co może szkodzić, to lęk przed jedzeniem i brak zaufania do własnego ciała. A właśnie nad tym, jako psychodietetycy, pracujemy najczęściej – nie nad pączkiem, tylko nad tym, co on w nas uruchamia.
