Jak przełamać złe nawyki z dzieciństwa w dorosłym życiu?

W moim domu rodzinnym od zawsze jadło się „źle”. Poza głównymi – najczęściej mocno kalorycznymi – posiłkami normą były przekąski w formie czekoladek, chipsów czy smażonych potraw. Mama uważała, że „grube dziecko to zdrowe dziecko” i cieszyła się z każdego mojego dodatkowego kilograma. Lubiła mnie karmić, więc jadłam, nie chcąc jej zawieść. W efekcie przez całe moje dzieciństwo byłam otyła. Odkąd skończyłam kilkanaście lat podejmuję różne próby odchudzania, z których długoterminowo każda okazuje się porażką. Mam ogromny żal i gniew wobec swojej mamy za „zepsucie” mojego ciała. Mam jednocześnie pretensje do samej siebie, że teraz – gdy już jestem dorosła – nie potrafię przełamać tych schematów. Moja siostra powiedziała mi kiedyś, że nie mam prawa obwiniać rodziców o swoje problemy z wagą, bo odkąd skończyłam 18 lat to sama decyduję, co jem, więc obecnie to wyłącznie moja wina, że nadal jestem otyła, a „zwalanie” winy na przeszłość to próba odwrócenia uwagi od własnych słabości. Czy rzeczywiście tak jest?

OdWażna Kobieta, lat 32

Oczywiście, że tak nie jest. Złe nawyki żywieniowe z dzieciństwa nie znikają samoistnie wraz z osiągnięciem dorosłości. One zapisują się głęboko – w układzie nerwowym, w schematach poznawczych, w sposobie regulowania emocji, a często również w metabolizmie. Dorosły człowiek bardzo często wie, co „powinien” jeść, ale reaguje jak dziecko, które było nagradzane słodyczami, zmuszane do zjadania wszystkiego z talerza albo uspokajane jedzeniem. Otrzymanie dowodu osobistego nie sprawia, że nagle nabieramy zdrowych nawyków żywieniowych i zaczynamy wkładać do ust tylko to, co nam służy, i to w odpowiedniej wielkości i częstotliwości.

Zacznijmy od podstaw: czy rodzice mają wpływ na rozwój otyłości u dziecka? Tak. Ogromny.

Dziecko nie decyduje o strukturze posiłków, dostępności przekąsek ani narracji wokół ciała. Jeśli w domu dominowały wysokokaloryczne, niezdrowe potrawy, przekąski były dostępne i często dziecku oferowane, a otyłość była wzmacniana pochwałami, to powstał określony system warunkowania, który bez przepracowania tego w dorosłym życiu sam nie zniknie. Nawyk to nie kwestia „silnej woli” (ach, jak ja nie lubię tego sformułowania!) , lecz automatyzm neuronalny. Mózg nauczył się określonego schematu: bodziec – napięcie – jedzenie – ulga. W dorosłości ten mechanizm nadal działa, nawet jeśli racjonalnie wiemy, że nam szkodzi.

Co moim zdaniem zadziało się u Ciebie:

  1. Nadmierna podaż energetyczna jako norma – skutek to zaburzenia ośrodka głodu i sytości. Jeśli ciągle jesz, to nie wiesz, kiedy rzeczywiście jesteś głodna.
  2. Jedzenie jako wyraz miłości i akceptacji – to uczy rozwiązywania problemów za pomocą jedzenia. Założę się, że za każdym razem, gdy jest Ci źle, sięgasz po śmieciowe jedzenie. Tak Cię nauczono.
  3. Wzmocnienie społeczne przybierania na wadze – to powoduje autosabotaż redukcji. Możliwe, że słyszysz w podświadomości głos swojej matki i każdy stracony kilogram powoduje (nawet nieświadomie) dyskomfort, że sprawiasz matce zawód.

Dziecko, które je, żeby mama była zadowolona uczy się, że relacja jest ważniejsza niż sygnały z ciała. Tłumi własne poczucie sytości. Jedzenie staje się emocjonalne, nie fizjologiczne. Ten wzorzec zapisuje się bardzo głęboko – zarówno psychologicznie, jak i biologicznie. Psuje się regulacja apetytu, próg sytości, reakcja na smak słodki i tłusty. Taka osoba ma zupełnie inny start w dorosłe życie niż ktoś, kogo rodzice w ten sposób nie skrzywdzili. Uważam takie zachowania rodzica za formę przemocy. Zupełnie się nie dziwię, że czujesz żal i gniew – to naturalna reakcja na doświadczenie, które miało dla Ciebie realne konsekwencje zdrowotne i psychospołeczne.

Co do odpowiedzialności w dorosłym życiu – Twoja siostra upraszcza problem, bo taki wzorzec otrzymała w Waszym systemie rodzinnym. Odpowiedzialność w dorosłości nie polega na tym, że przeszłość przestaje istnieć, zapominamy i po problemie. Polega na tym, że od pewnego momentu zaczynamy świadomie pracować z tym, co zostało nam dane. Dzieciństwo było czynnikiem kształtującym, ale dorosłość daje możliwość modyfikacji schematów. Jest to proces neurobiologiczny i psychologiczny. Jeżeli przez kilkanaście lat mózg uczył się, że jedzenie to okazywanie miłości, że normą jest, że przez cały dzień ciągle podjadamy niezdrowe rzeczy, że każdy dodatkowy kilogram to powód do dumy a bycie szczupłym to oznaka choroby i zagrożenie, to samo postanowienie „od dziś jem inaczej” nie wystarczy. Każda próba odchudzania uruchamia stare konflikty: lojalność wobec mamy, bunt wobec kontroli, lęk przed odrzuceniem, poczucie bycia „niegrzeczną”, gdy odmawiasz. Dodatkowo wielokrotne diety w okresie dojrzewania często prowadzą do efektu jo-jo, a ten z kolei biologicznie zwiększa podatność na przybieranie masy ciała. Organizm adaptuje się do restrykcji. Metabolizm zwalnia. Wzrasta napęd na jedzenie. To błędne koło, ale da się z niego wyjść.

Czy jesteś odpowiedzialna za to, co Cię ukształtowało? Nie.
Czy jesteś odpowiedzialna za to, co z tym zrobisz dziś? Tak.

Warto też przyjrzeć się Twojemu gniewowi i pokierować nim tak, by przybliżał Cię do celu, zamiast sabotować. On nie dotyczy wyłącznie kalorii. Prawdopodobnie dotyczy poczucia, że Twoje prawdziwe potrzeby w dzieciństwie nie były widziane. Że Twoje ciało stało się polem realizacji przekonań Twojej matki. To jest głęboka rana i dopóki nie zostanie przepracowana, każda dieta będzie miała w tle relacyjny konflikt.

Nie jesteś skazana ani na otyłość ani na walkę z paradoksami. Twoja siostra ma rację w jednym punkcie: jako dorosła osoba masz wpływ na swoje decyzje. Myli się jednak twierdząc, że przeszłość nie ma znaczenia i że wskazanie jej wpływu jest „zwalaniem winy”. To jest analiza etiologii problemu. Dojrzałość polega nie na zaprzeczaniu przeszłości, lecz na jej integracji: rozumiem, co się stało, uznaję wpływ, ale nie pozwalam, by to definiowało moją przyszłość. Twoje ciało nie zostało „zepsute”. Ono przystosowało się do środowiska, w którym żyłaś. Teraz możesz stworzyć inne środowisko.

Pierwszym krokiem jest identyfikacja własnych wzorców. W praktyce psychodietetycznej oznacza to analizę historii żywieniowej. Z Twojej historii wynika, że jesteś świadoma mechanizmów, które miały miejsce w Twojej przeszłości i jesteś gotowa, by ruszyć do przodu. Jak wspomniałam, częstym skutkiem przymusu jedzenia w dzieciństwie jest utrata kontaktu z sygnałami głodu i sytości. Dorosły człowiek nie wie, kiedy jest naprawdę głodny, a kiedy je, bo uruchomił się jakiś schemat. Warto poobserwować własne reakcje.

Drugi etap pracy polega na odzyskaniu świadomości sygnałów z ciała. To proces reedukacji interoceptywnej, czyli: jedzenie wolniej, bez rozpraszaczy, ocenianie poziomu głodu (w skali 1–10), zatrzymywanie się w połowie porcji i sprawdzanie poziomu sytości. To może brzmieć pozornie banalnie, ale u osób wychowanych w nieprawidłowych schematach żywieniowych jest to często pierwszy realny kontakt z własnym organizmem.

Kolejny obszar to praca z przekonaniami. To te głosy, które słyszymy w głowie – przykładowo: „nie wolno zostawiać jedzenia na talerzu”, „trzeba zjeść całe opakowanie”, „słodycze są nagrodą”, „zjedz czekoladę, poprawi Ci się humor”, „jak się nie najesz do pełna, będziesz głodna później”, „chude dziecko to chore dziecko”, „trzeba zawsze mieć coś do jedzenia pod ręką” itd. Osobiście najbardziej porażającym hasłem, jakie usłyszałam od jednej z pacjentek, to ohydny frazes „zanim gruby schudnie to chudy już umrze”, który ta biedna kobieta słyszała od swojej matki. Te przekonania trzeba poddać racjonalnej analizie i skonfrontować z aktualną wiedzą medyczną i żywieniową. Dopiero wtedy można je osłabić i zastąpić bardziej adaptacyjnymi.

Nie można pominąć roli emocji. Jeśli jedzenie było jedyną dostępną formą regulacji napięcia, dorosły człowiek musi nauczyć się alternatywnych strategii. Regulacja emocji bez użycia jedzenia to kompetencja, którą można wytrenować. Obejmuje ona m.in. techniki oddechowe, pracę z ciałem, krótką aktywność fizyczną, kontakt społeczny, pisanie czy świadome przeżywanie emocji bez natychmiastowej reakcji. Kluczowe jest wydłużenie przestrzeni między impulsem a działaniem. Warto również przyjrzeć się tzw. efektowi lojalności międzypokoleniowej. Czasem utrzymywanie starych nawyków jest nieświadomą formą pozostawania w więzi z rodzicem. Zmiana sposobu jedzenia może budzić poczucie zdrady rodzinnych zasad.

Nie bez znaczenia jest też środowisko. Dorosły człowiek ma wpływ na to, co znajduje się w jego domu, jak planuje posiłki i w jakiej atmosferze je spożywa. Jeśli w domu nie ma produktów wyzwalających napady jedzenia, zmniejszamy liczbę sytuacji testujących samokontrolę. Jeśli możemy coś sobie ułatwić, to dlaczego mamy tego nie zrobić? Zamiast myśleć cały dzień o czekoladzie, którą mamy w szafce łatwiej jest po prostu jej tam nie mieć. Weź ją do pracy, poczęstuj się kawałkiem, resztę rozdaj współpracownikom, na pewno się ucieszą. Sytuacja win-win.

Proces zmiany starych nawyków jest długofalowy. Mózg potrzebuje powtarzalności, aby wytworzyć nowe ścieżki neuronalne. Oznacza to, że pojedyncze potknięcia nie są porażką, lecz elementem uczenia się. W pracy klinicznej często obserwuje się mechanizm „wszystko albo nic” – jeśli osoba złamie zasady, rezygnuje całkowicie. Sama tego niejednokrotnie doświadczyłam. To również echo dziecięcych doświadczeń. Najważniejsze jest jednak to, że dorosłość daje sprawczość. Można wybrać, jakie wzorce chce się kontynuować, a jakie zakończyć. Zmiana nie polega na walce z dzieciństwem, lecz na zrozumieniu go i świadomym podjęciu decyzji, że dziś żyjemy według innych zasad.

Potrzebujesz wsparcia? Służę pomocą.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry